mam nieszczelne okna. grzejniki już nie grzeją, mgła za oknem, a dzisiejszy deszcz był wręcz oczyszczający. szaleństwo.
to był maj, a noc się stawała dniem.
może jednak warto wrócić co pisania. cykl: może kiedyś napiszę książkę (chociaż nie wiem, czy przez moje błędy będzie mi to dane)
Słuchaj, dziś zrobiłam porządki. Pierwszy raz odsunęłam łóżko. Znalazłam tam mnóstwo ciebie i niekochania, a także trzy pająki i skarpetki. To chyba źle świadczy o moim bałaganiarstwie. Albo dobrze, a źle o czystości, jaką –nie ukrywam, ciągle zachowuję. W każdym razie pająki sprytnie wciągnęłam po półtora w każdą dziurkę (podobno nieźle działają na pustkę), a skarpetki skompletowałam i równie sprytnie wrzuciłam do pralki.
Widzisz ile tu śmieci po tobie. I przed tobą. Papiery, książki i nawet stare zdjęcia. Jakaś gazeta sprzed pół roku. I moje oczy zawinięte w jakąś starą poszewkę i twoje odciski palców na pustych paczkach papierosów.
Usiadłam na łóżku i podzieliłam cały mój pokój na dwa pudełka. Te, w których jesteś ty i te, w których byłam ja. W pierwszym zebrałam wszystkie te rzeczy, które już straciły dla ciebie sens. A przecież tak niedawno, jeszcze im towarzyszyłeś. W drugim położyłam się ja. Zwinęłam się jak kot i czekałam na ciebie, czekałam, spałam, paliłam, a potem znowu czekałam. Zrywałam się na każdy najmniejszy hałas na klatce schodowej, ale ignorowałam innych ludzi. Czekałam na ciebie.
Teraz przebrałam się w sukienkę i wesołe wołanie o wiosnę. Lekkie buty, które nigdy nie przypadły ci do gustu. Perfekcyjnie pomalowałam klamrę paska niebieskim lakierem do paznokci, bo przecież tak lubiłeś kobiety w smutnym kolorze blue.
Pod łóżkiem było tyle niepotrzebnych rzeczy.
Zaraz odłożę odkurzacz na miejsce i przez myśl przeleci mi jedno: że nie znalazłam tego czego tak naprawdę szukałam.